Identyfikacja wizualna Dworca Centralnego w Warszawie, projekt identyfikacji Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie to dwa przykłady wspólnych realizacji Anety Lewandowskiej oraz Joasi Fidler-Wieruszewskiej. Aneta oraz Joasia na codzień mieszkają w dwóch różnych krajach, zajmują się projektowaniem graficznym.
Ukończone studia na warszawskiej Akademii oraz zbliżone spojrzenie na komunikację wizualną doprowadziły do zdalnej współpracy nad bardziej zaawansowanymi projektami. Rozmawiamy o projektowaniu, edukacji, miastach i odpoczynku. 
Visual identity of Warsaw Central Station and Krzysztof Penderecki Academy of Music in Cracow are two examples of cooperative designs of Aneta Lewandowska and Joasia Fidler-Wieruszewska. On a daily basis, Aneta and Joasia live in two different countries where they work as graphic designers.
Graduating from Academy of Fine Arts in Warsaw as well as similar views on visual communication led to their remote collaboration on large projects. We talk about design, education, cities and taking time off.

Na początku, proszę powiedzcie, jak definiujecie to czym się zajmujecie?

Aneta Lewandowska: W dużym skrócie – projektowaniem graficznym. A w nieco szerszym ujęciu zajmuje się głównie brandingiem, projektowaniem publikacji, projektowaniem stron internetowych oraz sporadycznie ilustracją.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Zajmuję się różnymi rzeczami i zawsze ciężko mi to usystematyzować. Aktualnie jest to głównie projektowanie graficzne i art direction, przede wszystkim branding i projektowanie stron internetowych. Dodatkowo robię też ilustracje, zdjęcia, powoli uczę się projektowania krojów pisma. Ostatnio współprojektowałam też przestrzeń wystawową, tworzyłam content na media społecznościowe i ćwiczyłam kaligrafię. Jak Ty byś to zdefiniował?

W takim szerokim ujęciu nazywam to komunikacją wizualną. To określenie zostało ze mną od czasów studiów. Tworzymy rzeczy, które wizualnie komunikują coś. Mają jakąś funkcję, treść.

Could you quickly define your profession?

Aneta Lewandowska: In a nutshell – graphic design. In a broader sense, I mainly work on branding projects, publication design, web design and occasionally illustration.

Joasia Fidler-Wieruszewska: I do various things and I always find it hard to define. At the moment it’s mostly branding, web design and art direction. I also work on illustrations, photography and started learning type design. Recently, I co-designed an exhibition space, created content for social media and practiced calligraphy. What would you call it?

To use a broad term, it would be visual communication. This term stayed with me after graduating. We create, things and images that communicate something. They serve a certain function, content.

Cafe Ole
Joasia Fidler-Wieruszewska i Aneta Lewandowska

Jak wyglądała Wasza droga edukacji projektowej? 

Joasia Fidler-Wieruszewska: Zastanawiam się na ile szczerości i szczegółowości pozwolić sobie w tym pytaniu, bo moja droga niestety nie jest historią człowieka sukcesu. Ale może dla kogoś studia też były trudne i znajdzie w tym jakieś pocieszenie, więc opowiem. Od dziecka wiedziałam, że chcę zajmować się czymś kreatywnym, chodziłam na zajęcia plastyczne, dużo rysowałam i ASP było naturalnym wyborem. Wcześnie zaczęłam się uczyć historii sztuki, w liceum doszły do tego prywatne kursy malarstwa i rysunku przygotowujące do egzaminów, które były dość kosztowną inwestycją. Najpierw chciałam studiować projektowanie ubioru, potem przez chwilę byłam zafascynowana ceramiką, aż wreszcie mój nauczyciel malarstwa pokazał mi plakaty Lexa Drewińskiego i wtedy dotarło do mnie istnienie grafiki. Chciałam zmieniać świat kampaniami społecznymi i plakatami dającymi do myślenia – bardzo to naiwne, ale tak było.

Wybrałam Poznań, bo spodobał mi się ich ówczesny Wydział Komunikacji Wizualnej, zdałam egzaminy bez problemu i byłam gotowa na przygodę życia. Niestety, okazało się, że po liceum ogólnokształcącym byłam totalnie nieprzygotowana do tego, co mnie na poznańskiej Akademii czekało. Było to na tyle okropne przeżycie, że codziennie rozważałam rzucenie tych wymarzonych studiów, bo przecież się “nie nadaję”. Na pierwszym roku mieliśmy stosunkowo mało do czynienia z projektowaniem graficznym, były to głównie pracownie warsztatowe, typu litografia czy techniki metalowe, gdzie niespodziewanie spotkałam się z toksyczną atmosferą i wręcz otwartą pogardą w stosunku do wielu studentów. Czyli – jakby nie patrzeć – młodych, na ogół wrażliwych ludzi, którzy dopiero zaczynają proces edukacji projektowej. Mnie te przeżycia i nierealistyczne wymagania zniszczyły. Dlatego po koszmarnym roku, ledwo zdając, przeniosłam się na grafikę do rodzinnej Łodzi. Tam po raz pierwszy poczułam jakąkolwiek przyjemność z projektowania, upewniłam się, że chcę się tym w życiu zajmować i postanowiłam jeszcze powalczyć o jakość swojej edukacji.

Po dwóch latach przeniosłam się Warszawy, bo zakochałam się w Pracowni Projektowania Książki prof. Buszewicza. Była to prawdziwie trudna miłość, ale w końcu udało mi się skończyć studia i zrobić dyplom właśnie tam. Ale zanim to się stało, bardzo długo nie mogłam nauczyć się myślenia projektowego obowiązującego w pracowni (które np. dla Anety było naturalne) i była to dla mnie po raz kolejny droga przez mękę – nieprzespane noce i nieustanne poczucie porażki. W pewnym momencie próbowałam nawet uciec na inny wydział, ale ostatecznie musiałam zostać i zadowolić się “emigracją wewnętrzną”. Jakimś pocieszeniem jest dla mnie fakt, że w rezultacie mój dyplom, którego ukończenie zajęło mi dwa lata i było obarczone straszną traumą, się udał i został przez uczelnię bardzo doceniony. Nie wiem tylko czy tytuł magistra jest warty aż takich poświęceń i gdybym miała wybierać studia kolejny raz, chyba nie byłoby to żadne polskie ASP.

No ale edukacja nie kończy się na studiach, do tej pory widzę, że mam pewne braki – zarówno w teorii czy historii projektowania graficznego, jak i techniczne – nadal za mało wiem np. o typografii. Z drugiej strony uważam, że na tym właśnie polega piękno naszego zawodu: zawsze można nauczyć się czegoś nowego, poprawić warsztat, stawać się lepszym.

Aneta Lewandowska: Moja droga edukacji projektowej była dość zawiła 🙂 Jako dzieciak uwielbiałam wszystko co manualne, rysowanie, lepienie, klejenie, malowanie etc. Jednak nie były to zajęcia ukierunkowane, a bardziej forma spędzania wolnego czasu. Dopiero przy wyborze liceum postanowiłam wybrać profil plastyczny, ale nadal było to liceum ogólnokształcące, także zajęć plastycznych było niewiele. W klasie maturalnej byłam pewna, że swoją przyszłość chcę związać z zawodem kreatywnym, ale jeszcze wtedy niemal każdy kierunek na ASP wydawał mi się atrakcyjny. Moim pierwszym wyborem była architektura wnętrz, na którą się nie dostałam. Ta porażka była dla mnie ogromna lekcją pokory. Zrobiłam sobie rok przerwy po klasie maturalnej, aby nadrobić zaległości i uczęszczałam na codzienne zajęcia z rysunku i malarstwa w Domu Kultury na Muranowie, gdzie po raz pierwszy zetknęłam się z profesjonalnym przygotowaniem do egzaminów na ASP.

Po drugiej porażce na egzaminie, rozpoczęłam studia na kierunku Edukacja Artystyczna. Kontynuacja zajęć w DK, oraz studiowanie zmieniły moje ukierunkowanie. Wtedy zaczęłam rozważać, że być może to czego szukam znajdę na wydziale grafiki. Po wizycie na wydziale doznałam olśnienia i wtedy już miałam pewność, że grafika to jest to czego szukam. Kończąc tą przydługą opowieść na wydział grafiki w Warszawie udało mi się się dostać za drugim razem. Z perspektywy czasu wiem, że ta skomplikowana droga była mi potrzebna, dzięki niej nieco dojrzalej i łatwiej przychodziło studiowanie grafiki. Po pierwszym roku przyszedł czas na wybór specjalizacji i podobnie jak Joasia przepadłam totalnie po odwiedzeniu pracowni książki. Do dziś pamiętam jak na wystawie końcoworocznej zobaczyłam projekty książki kucharskiej z przepisem na chleb. To było cudowne przeżycie! Ilość kreatywnych, różnorodnych rozwiązań nierzadko też humorystycznych było zdecydowanie tym czego szukałam. Wówczas na wydziale grafiki nie było pracowni dyplomującej znaku i komunikacji wizualnej, także pracownia książki nie miała konkurenta 🙂

Oprócz zajęć na ASP bardzo ważnym czynnikiem edukacyjnym były dla mnie konkursy projektowe. Udział w konkursach traktowałam jak trening, konfrontację własnych umiejętności projektowych z innymi uczestnikami i tym, w jak różny sposób wszyscy interpretują ten sam brief jest do dzisiaj bardzo fajną formą nauki.

What did your path in design education look like?

Joasia Fidler-Wieruszewska: I wonder how honest and detailed I should be, because my education path was not an overnight success story. But maybe someone else out there struggled too and they will find some consolation in my story. Anyways, since childhood, I knew I wanted to do something creative so I took art classes, drew a lot, and art school was a natural choice. I started learning art history early on and in high school I took private painting and drawing courses to prepare myself for the exams. I have to say it was quite an expensive investment. At first, I wanted to study fashion design, then for a brief period I was fascinated by ceramics until my painting teacher showed me posters by Lex Drewiński and I decided to study graphic design. I wanted to change the world with social campaigns and thought-provoking posters – quite naive, but that’s how I felt.

I chose to study in Poznań because I really liked their Visual Communication department. I passed my exams with flying colors and was ready for the adventure of a lifetime. Unfortunately, it turned out that after high school I was totally unprepared for what awaited me at the academy. It was such a depressing experience that every day I considered dropping out because I was not “good enough”. In the first year, we had relatively little to do with graphic design, it was mainly traditional workshops such as lithography or metal techniques, where I was surprised by a rather toxic atmosphere or even contempt for many first-year students – who were generally young, sensitive people, just beginning their design education. I have to admit that these experiences and unrealistic demands quickly destroyed me. After a nightmarish year and barely passing, I moved back to my hometown to continue my studies there. For the first time I felt some kind of pleasure from design and I reassured myself this is what I wanted to do professionally.

After two years I moved again, this time to Warsaw, when I fell in love with professor Buszewicz’s Book Design Studio. It was a love and hate relationship and for a very long time I could not learn the design thinking required from the students (which, for example, was natural for Aneta). It was once again an incredibly demanding experience (or, you can say, torture) – many sleepless nights and an almost constant feeling of failure. At one point, I even tried to escape to yet another department, but I had to persist and find a way to cope with the situation. I take some comfort from the fact that my degree project, which took two years to complete and was very stressful, turned out to be a success and very much appreciated by the university. I just don’t know if a Master’s degree is worth sacrificing your mental health, and if I were to choose my studies again, it probably wouldn’t be any art school in Poland.

But education doesn’t end with a degree. I can still see areas where I should develop, e.g. in theory and history of graphic design, or typography, for instance. On the other hand, I think that this is the beauty of our profession: you can always learn something new, improve your technique and become better.

Aneta Lewandowska: My path of design education was quite convoluted 🙂 As a kid I loved everything manual drawing, sticking, gluing, painting etc. However, these were not targeted activities, but more a form of leisure. It was only when I was choosing a secondary school that I decided to choose an art profile, but it was still a general school and there were not many art classes. In my final year of high school I was sure that I wanted to pursue a creative career, but at the time almost every course at the Academy of Fine Arts seemed attractive. My first choice was interior design, but I didn’t get accepted. This failure was a huge lesson in humility for me. I took a year off after my final year of high school to catch up and I attended daily drawing and painting classes at Dom Kultury (DK) in Muranów, where I had my first professional preparation for the Academy of Fine Arts exams.

After failing the exam for the second time, I started studying Art Education. Continuing classes at DK and studying changed my focus. It was then that I began to consider that perhaps I would find what I was looking for at the Faculty of Graphic Arts. After a visit to the faculty I felt enlightened and was sure that graphic design was exactly what I was looking for. To conclude this long story, I managed to get into the Faculty of Graphic Arts in Warsaw the second time around. In hindsight, I know that this complicated path was necessary, it made studying graphic design a little more mature and easier. After the first year I had to to choose a specialisation and, just like Joasia, I was completely lost after visiting the book design studio. I still remember seeing the designs for the bread recipe cookbook at the final year exhibition. It was a wonderful experience! The number of creative, varied and often humorous solutions was definitely what I was looking for. At that time there was no sign and visual communication studio where one could earn a degree, so the book studio had no rival 🙂

Apart from classes at the Academy of Fine Arts, design competitions were a very important educational factor for me. I treated taking part in competitions as training, confronting my own design skills with those of other participants and how differently everyone interprets the same brief is still a very cool form of learning.

Podróże Guliwera
(Gulliver’s Travels)
Aneta Lewandowska
Dziwne miasto
(Strange city)
Joasia Fidler-Wieruszewska

Jakich doświadczeń zabrakło Wam w procesie edukacji, które później okazały się ważne lub nawet kluczowe w świecie poza murami uczelni?

Aneta Lewandowska: Dla mnie nieodżałowaną stratą podobnie jak dla Joasi jest pracownia projektowania krojów pisma. Podobnie zresztą brakowało dyplomującej pracowni identyfikacji wizualnych, zajęcia były tylko na I-II roku. Z tego co kojarzę teraz zaszły zmiany i wygląda to nieco inaczej, ale za naszych czasów pozostałą wiedzę musiałyśmy zdobywać samodzielnie, najczęściej poprzez praktykę. Poza niedosytem przedmiotów projektowych zdecydowanie brakowało pragmatycznej wiedzy odnośnie naszego zawodu: jak się odnaleźć na rynku, jak pozyskiwać zlecenia, jak przygotować portfolio czy jakie są stawki za pracę. To ostatnie zresztą do dzisiaj jest owiane bardzo często wielką tajemnicą w środowisku projektowym. Fajnie, że coraz więcej pojawia się wywiadów z twórcami, gdzie padają konkretne odpowiedzi.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Mi zabrakło przede wszystkim pedagogicznego podejścia profesorów. Wiem, że każdy ma inne doświadczenia i inną perspektywę, ale ja do tej pory mam lekką traumę po okresie studiów, które na bardzo długo pozbawiły mnie radości tworzenia.

Z bardziej konkretnych rzeczy, to moim zdaniem na ASP był za duży nacisk na pracownie artystyczne (typu rysunek, malarstwo do IV roku), a za mało czasu na faktyczną naukę rzemiosła. Oczywiście nikt nie mówił też o żadnych praktycznych aspektach zawodu, jak stawki za pracę, prowadzenia studia, praca w grupie czy chociażby przygotowanie portfolio. Może Akademia to nie miejsce na to, ale tych informacji na pewno później brakowało.

Żałuję też, że pracownia projektowania krojów pisma pojawiła się na naszym warszawskim wydziale dopiero kiedy skończyłyśmy studia.

What experiences were missing in your curriculum that later turned out to be important or even crucial in the world outside the walls of the academy?

Aneta Lewandowska: For me, just like Joasia said, the typeface design studio is an unforgettable loss. Similarly, there was no degree program for the Visual Identity Studio, and they only offered a two-year non-degree program. As far as I remember, there have been changes since, and it looks a bit different, but in our times we had to acquire the remaining knowledge on our own, usually through practice. Apart from the lack of design subjects, there was a definite lack of pragmatic knowledge about our profession: how to find your way in the market, how to win commissions, how to prepare a portfolio or what are the rates for design work. The latter is often shrouded in mystery in the design community to this day. It’s nice that there are more and more interviews with designers, where specific answers are given.

Joasia Fidler-Wieruszewska: I felt, above all, that the pedagogical skills of many teachers were sort of lacking. I know that everyone had different experiences, but, as you can see, personally I’m still a little traumatized after my studies, which deprived me of the joy of creation for a pretty long time.

On a more concrete note, I would say there was a bit too much emphasis on art classes (such as classical drawing and painting), and not enough on actually learning the craft. Also, no one really talked about any practical aspects of the profession, like fees, studio management, collaboration or how to prepare a portfolio. Maybe the art school is not a place to gain such practical knowledge, but this information was certainly lacking afterwards.

I also regret that there was no typeface design studio at our academy in Warsaw back when we were studying.

Pracujecie wspólnie, chociaż mieszkacie w różnych miejscach. Powiedzcie trochę o tym jak to działa. 

Joasia Fidler-Wieruszewska: To wyszło jakoś naturalnie, i wiele lat temu, jeszcze przed pandemią, zaczęłyśmy pracować zdalnie. Jesteśmy prekursorkami pracy na odległość i feedbacku na czacie 😉 Poznałyśmy się w Pracowni Projektowania Książki na ASP w Warszawie, chodziłyśmy też razem na zajęcia do Pracowni Ilustracji prof. Januszewskiego i na zajęcia z typografii do Grażki Lange, także ukształtowało nas podobne podejście do projektowania. Potem łatwo było to przystosować do wspólnej pracy, ponieważ wiedziałyśmy, czego się po sobie spodziewać.

Naszym pierwszym wspólnym projektem była Warszawa Centralna. Wtedy jeszcze częściowo pracowałyśmy w tym samym mieście, dopiero później przeprowadziłam się na stałe do Berlina. Od tamtej pory komunikujemy się głównie online, od kilku lat pracujemy też w Figmie, co bardzo ułatwia nam życie.

Aneta Lewandowska: Może też fakt, że nigdy nie miałyśmy okazji długofalowo pracować biurko w biurko, nie pozostawia poczucia niedosytu. Kiedy zaczynałyśmy pracować na odległość naszą główną formą komunikacji był czat, video rozmowy dopiero raczkowały, także teraz kiedy mamy pełną paletę możliwości nie możemy narzekać :). Dodatkowym atutem jest nasze dość spójne postrzeganie zarówno świata jak i podejścia do projektowania, co z pewnością ułatwia nam komunikację. Mimo dużej odległości często zdarza się, że piszemy w jednej minucie tą samą myśl, co jest dowodem na to, że dość dobrze się rozumiemy.

Co jest największym wyzwaniem we wspólnej pracy?

Joasia Fidler-Wieruszewska: Teraz jest tych wyzwań chyba mniej niż kiedyś, na początku. Może jesteśmy bardziej dojrzałe, a może po prostu po kilkunastu projektach rozumiemy się lepiej. Wcześniej trudne, przynajmniej dla mnie, było pogodzenie odmiennych wyobrażeń i koncepcji na projekt. Obydwie mamy swoje zdanie, konkretne pomysły i chcemy realizować własne wizje, a w duecie tak się czasem nie da. To, co nam czasem pomagało, to wyznaczanie osoby prowadzącej dany projekt – to do niej może należeć ostatnie zdanie, ale i tak najczęściej udaje nam się wypracować jakiś konsensus. A poza tym, to mamy różne doświadczenia i różne mocne strony, więc jakoś się uzupełniamy. Mamy też dużo osobnych projektów, a to pozwala się realizować poza wspólną pracą.

Aneta Lewandowska: Ja bym jeszcze dodała dystans, nie ten który nas dzieli 🙂 tylko taki, który pozwala nam mimo czasem ciężkich momentów w pracy, utrzymywać naszą przyjacielską relację na fajnym poziomie. Mam wrażenie, że z biegiem czasu jest to łatwiejsze i największe kryzysy już są za nami.

You work together even though you live in different places. Tell us a bit about how it works. 

Joasia Fidler-Wieruszewska: It came naturally, and many years ago, even before the pandemic, we started working remotely. We are the forerunners of remote work and masters of sharing feedback on Google Hangouts 😉 Like mentioned before, we met in the Book Design Studio at the Academy of Fine Arts in Warsaw, we also attended professor Januszewski’s Illustration Studio and Grażka Lange’s typography classes, so we had a similar approach to design. It was easy to start working together, because we knew what to expect from each other.

Our first joint project was Warszawa Centralna. At that time we were still partially working in the same city, only later I moved to Berlin permanently. Since then we’ve been communicating online, and for a few years now, we’ve been working mostly in Figma, which makes our lives a lot easier.

Aneta Lewandowska: Perhaps the fact that we’ve never had the opportunity to work desk to desk in the long term helps. When we started working remotely our main form of communication was an online chat, Zoom was not yet mainstream, so now that we have a full range of possibilities we can’t complain 🙂  Another advantage is that our perception of the world and our approach to design are quite in sync, which certainly makes communication easier. Despite the distance, it often happens that we write the same thought in one minute, which proves that we understand each other quite well.

What is the biggest challenge in working together?

Joasia Fidler-Wieruszewska: I think there are way fewer challenges now than at the beginning. Maybe we are more mature, or maybe after a dozen or so projects we understand each other better. Before, it was sometimes challenging to combine our different ideas and concepts for the project. We are both strong willed and want to make our own visions come to life, and sometimes that’s not possible as a duo. What sometimes helped, was to assign one of us to lead the project – this person would have the final say, but often we still managed to work out a consensus. Besides, we have different experiences and strengths, so we complement each other. We also work on a lot of separate projects, which allows us to express ourselves outside of working together.

Aneta Lewandowska: I would also add a distance between us, not the one that divides us 🙂 but the one that allows us to look at things from a different perspective and maintain our friendly relationship despite some difficult moments at work. I have the impression that as time goes by it gets easier and the biggest crises are behind us.

Mieszkając w różnych miejscach, prawdopodobnie macie różną perspektywę na komunikację wizualną – podzielcie się proszę swoimi perspektywami. Czy zgadzacie się ze stwierdzeniem, że otoczenie wpływa na nasze poczucie estetyki?

Aneta Lewandowska: Jasne, że otoczenie w którym żyjemy ma na nas wpływ. Polska to dość specyficzny kraj, ale ciężko jest złapać aż tak duży dystans, żebym mogła jednoznacznie określić, że to właśnie Warszawa mnie ukształtowała, jeśli chodzi o komunikację wizualną. Mam wrażenie, że jeszcze kilka lat wstecz, miejsce gdzie mieszkamy miało zdecydowanie większy impakt. Dzisiaj za sprawą internetu możemy być na bieżąco z tym, co dzieje się na rynkach zagranicznych. Moja perspektywa na komunikację wizualną zmienia się na przestrzeni lat, ale jest to efekt wielu czynników, miasto jest zapewne jednym z nich, jednak w moim odczuciu nie dominującym.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Myślę, że moja perspektywa została wykształcona w dużej mierze przez polską przestrzeń publiczną, która, uogólniając, jest chaotyczna i męcząca. I jak najbardziej zgadzam się z tym stwierdzeniem, otoczenie wpływa nie tylko na poczucie estetyki, ale chyba na całą jakość życia.

Wychowałam się w Łodzi, która jest trudna, ale Berlin też nie jest pięknym miastem. Ma piękne momenty, jak każde miejsce, ale zastanawiam się czy są one związane akurat z komunikacją wizualną. Pewnie bardziej z architekturą i kulturą zabudowy, czyli kamienice i użytkowe, żyjące partery – różne w charakterze dla każdej dzielnicy – które mają ogromny wpływ na estetykę i atmosferę miejsca. Może to, co odróżnia Berlin od polskich miast, to przeplatanie się jeszcze większej ilości różnych języków i definicji piękna? Obok witryn trzeciofalowych kawiarni, które znamy też z Warszawy, współistnieją tutaj tureckie salony fryzjerskie z kryształowymi żyrandolami i Eckkneipe, czyli narożne bary, które pamiętają czasy Wschodnich Niemiec. Moją główną refleksją na ten temat jest to, że każda bańka ma swoją estetykę, której nie powinniśmy wartościować, a komunikacja wizualna jest tylko drogowskazem.

Z drugiej strony, miejsce zamieszkania czy przebywania to tylko jeden z czynników, który wpływa na nasze poczucie estetyki, bo tę edukację można odebrać też wbrew otoczeniu. Dla mnie, szczególnie w młodości, kiedy kształtowały się moje zainteresowania, bardzo ważne były też ilustrowane książki, kino, teatr dla dzieci Pinokio 😉 No i przede wszystkim osoby, które były inspirujące i pokazywały mi świat sztuki i zarażały miłością do tworzenia.

Czy miasta w których obecnie mieszkacie się zmieniają? Zauważyłyście jakieś pozytywne kierunki? Coś czego chciałybyście widzieć więcej?

Aneta Lewandowska: Warszawa zdecydowanie fajnie się rozwija. Oczywiście nadal zdarzają się sytuacje, gdzie najpierw wielka połać zieleni zostaje zabetonowana, a dopiero po kilku latach następuje rekultywacja zniszczonych terenów i docenienie znaczenia, oraz wpływu przyrody na naszą codzienność. Ale pomijając te wykwity, bardzo cieszy mnie ilość wydarzeń, które miasto oferuje przez właściwie cały rok.

Z pewnością pozytywnym kierunkiem, który na szczęście w Warszawie utrzymuje się od kilku lat, jest komunikacja wizualna prowadzona przez urząd miasta. To miłe uczucie kiedy przechadzając się ulicami, jadąc komunikacją miejską, czy spacerując wzdłuż Wisły, można obcować z fajnymi plakatami, kampaniami edukacyjnymi czy też informacyjnymi. Jest to z pewnością dobry przykład dla innych miast, że z powodzeniem można tego typu działania, prowadzić na światowym poziomie, co niewątpliwie pozytywnie wpływa, oraz kształtuje gust młodych pokoleń. Zdecydowanie chciałabym widzieć więcej tego rodzaju inicjatyw chociażby na niższym szczeblu jakim są poszczególne dzielnice miasta.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Berlin się gentryfikuje, ale jest tu jeszcze trochę mniej lub bardziej “autentycznych” miejsc, czyli tych gdzie pełno jest street artu, graffiti, jakichś oddolnych akcji projektowych, typu szyld zrobiony własnym sumptem. Dużo ruchów aktywnie sprzeciwiało się likwidacji squatów czy zamykaniu klubów, ale raczej nie udało im się tych zmian zatrzymać. Z czysto estetycznego punktu widzenia, mnie akurat cieszy renowacja starych kamienic i okazjonalna wizyta w modnym lokalu gastronomicznym. Musiałam nawet przyznać sama przed sobą, że wolałabym mieszkać na odpicowanym Prenzlauer Bergu niż w trudnej okolicy Kottbusser Toru, ale niestety mnie na to nie stać. Taki gentryfikacyjny smuteczek.
Jeśli chodzi o samą komunikację wizualną, to wydaje mi się, że w Berlinie (i otaczającej go Brandenburgii) jest zdecydowanie mniej chaosu wizualnego, typu nielegalne reklamy na każdym rogu czy krzykliwe szyldy, ale to też zależy od dzielnicy.

Fajne kampanie robi np. BVG (przedsiębiorstwo komunikacji miejskiej), bo są pełne przewrotnego, lokalnego humoru, autoironiczne i zawsze w punkt. Także jak nie uda Ci się wejść do zapchanego wagonika metra, to chociaż możesz się pośmiać pod nosem. Zauważyłam też, że niemieckie reklamy dużo częściej opierają się na tekście, te billboardy trzeba często czytać, a nie oglądać.

Ale pytałeś o pozytywne zmiany i czego chciałybyśmy widzieć więcej. Mi zależałoby na większym porządku i ogólnym podniesieniu jakości przestrzeni publicznej, nie tylko komunikacji wizualnej. Z moim chłopakiem najbardziej czekamy na realizację utopijnego projektu Flussbad Berlin, czyli przekształcenie części kanału Szprewy przy Wyspie Muzeów w miejską pływalnię, z wodą filtrowaną przez trzciny. Na wizualizacjach wygląda to super, ale realizacji możemy się doczekać pewnie dopiero na emeryturze. Na razie chodzimy tam sobie na spacerki.

Living in different places, you probably have different views on visual communication – please share your perspectives. Do you agree with the statement that our surroundings influence our sense of aesthetics?

Aneta Lewandowska: Sure, the environment we live in influences us. Poland is a very specific country but I cannot say for sure that Warsaw has shaped me in terms of visual communication. I have the impression that just a few years ago the places we live in had a much bigger impact. Today, thanks to the internet, we can easily keep up to date with what’s going on in the world. My perspective on visual communication has changed over the years, but this is the result of many factors. The city is probably one of them, but not dominant in my opinion.

Joasia Fidler-Wieruszewska: I definitely agree with this statement and I think that our surroundings affect not only the sense of aesthetics but probably the whole quality of life. My perspective was shaped largely by the Polish public space, which, in general, is quite chaotic.

I grew up in Łódź, a rather harsh place, but Berlin is not a perfect city either… (Sorry, sometimes I can be a bit pessimistic). It has its moments, like every place, but I wonder if they are necessarily related to visual communication. Probably it has more to do with the architecture, i.e. in Berlin the streets are alive as you walk by them. Maybe what makes it different from Polish cities is also the interweaving of even more different languages and definitions of beauty? Alongside the hip third-wave cafés (that we also know from Warsaw), there are Turkish hair salons with crystal chandeliers and Eckkneipen – typical corner bars that still remember the times of East Germany. My main reflection is that every bubble has its own aesthetic, which we should not judge or compare, and visual communication is only an indication of their identity.

On the other hand, where we live is only one factor that influences our sense of aesthetics, because art education can be received from many different sources. For me, as I was growing up, these interests were formed mainly through illustrated books, cinema, and local children’s theater. And above all, by inspiring people from my surrounding who showed me the world of art and instilled me with the love of creating.

Are the cities in which you currently live changing? Have you noticed any positive trends? Something you would like to see more of?

Aneta Lewandowska: Warsaw is definitely developing nicely. Of course, there are still situations in which large stretches of green land are destroyed and only a few years later reclaimed and the importance and influence of nature on our everyday life is appreciated. Apart from this, I am very pleased with the number of events that the city offers throughout the year.

In Warsaw, for example, I really appreciate the ways in which the city office communicates visually with the public in recent years. It’s a nice feeling when, while walking down the street, taking public transport or strolling along the Vistula river, one can see nice posters, educational or informational campaigns. This is certainly a good example for other cities that this type of activity can be successfully carried out at a global level, which undoubtedly has a positive impact and shapes the taste of young generations. I would definitely like to see more of these kinds of initiatives, even on a lower level, like individual city districts.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Berlin is becoming gentrified, but there are still some more or less “authentic” places here, full of street art, graffiti, etc. Many movements actively opposed the closing of squats or famous clubs, but they rather failed to stop these changes. From a purely aesthetic point of view, I’m actually happy about the renovation of old tenements or an occasional visit to a hip restaurant. I’ve even had to admit to myself that I’d rather live in posh Prenzlauer Berg over the tough neighborhood of Kottbusser Tor, but unfortunately I can’t afford it. Ironically enough, it’s part of gentrification – what can you do 🤷‍♀️

As for the visual communication itself, I think that in Berlin (and surrounding Brandenburg) there is definitely less visual chaos like illegal advertisements or flashy signs, but it also depends on the district.

The BVG (public transport company), for example, does some nice campaigns – they are full of subversive, local humor, self-ironic and always on point. So even if you don’t get on a crowded subway, at least you can laugh about it. I’ve also noticed that German adverts are much more text-based, those billboards you often have to read rather than watch.

But you asked about positive changes and what we would like to see more of. I think I would like to see more order (so German of me) and a general improvement of the public space, not just visual communication. My boyfriend and I are most looking forward to the almost utopian project called Flussbad Berlin – the transformation of part of the Spree canal into an urban swimming pool, with water filtered through reeds. It looks amazing on the visualisations, but will probably take ages until it’s actually realized. So for now we just go there for walks and use our imagination.

Doodle Land
Joasia Fidler-Wieruszewska

Szkicowanie, jaką rolę odgrywa w Waszym procesie twórczym?

Joasia Fidler-Wieruszewska: Zostałyśmy nauczone, że szkicowanie to punkt obowiązkowy w procesie projektowym, ale nie stosuję tej zasady dogmatycznie. Na pewno przydaje się to przy ilustracji, albo gdy chcemy zbadać jakiś pomysł na szybko. Ale jeśli mam być szczera, to aktualnie robię więcej notatek, niż szkiców.

Aneta Lewandowska: Tak jak wspomniała Joasia, rzeczywiście nasza edukacja bardzo mocno oparta była o szkice / odręczny rysunek. Dla mnie jest to bardzo ważne medium, głównie przy projektowaniu znaków. Zawsze testuję i wymyślam logotypy w notesie i dopiero później dopracowuję detale w przestrzeni cyfrowej. Natomiast przy projektowaniu publikacji czy ilustracji raczej szkicowanie to rodzaj notatki kompozycyjnej. Ja zdecydowanie nie należę do osób, które mają pięknie zarysowane szkicowniki.

Sketching, what role does it play in your creative process?

Joasia Fidler-Wieruszewska: We have been taught that sketching is almost a mandatory point in the design process, but I don’t apply this rule fanatically. It’s certainly useful for illustration, or when we want to explore an idea quickly. But to be honest, I’m currently taking more notes than sketching.

Aneta Lewandowska: As Joasia mentioned, indeed our education was very much based on sketching / hand drawing. For me it is a very important medium, mainly for logo design. I always test and come up with logos in my notebook and only then work out the details in the digital space. However, when designing publications or illustrations, sketching is more of a compositional note. I am definitely not one of those people who have beautifully outlined sketchbooks.

Logotypy
Aneta Lewandowska

Z perspektywy czasu, powiedzcie kilka słów o projekcie identyfikacji dla Dworca Centralnego?

Aneta Lewandowska: Ja na projekt Warszawy Centralnej patrzę z dużym sentymentem. Po pierwsze, była to nasza pierwsza tak duża i poważna realizacja. Oczywiste jest, że dzisiaj z większym doświadczeniem zrobiłybyśmy wiele rzeczy inaczej, jednak uważam, że mimo upływu już 7 lat projekt nadal się broni i nie zjadł go ząb czasu. Do dzisiaj mamy lekki niedosyt, że nie udało się wdrożyć wszystkich zaprojektowanych elementów identyfikacji. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że wtedy ten niedosyt był pewnego rodzaju traumą, ale finalnie była to niezła lekcja życia. Dzisiaj zdecydowanie łatwiej jest mi się pogodzić z faktem, że nie na wszystko mam wpływ.

Jednak największą wartością dla mnie jaką przyniósł projekt Warszawy Centralnej jest pogłębienie naszej przyjaźni. Mimo większych i mniejszych sporów i trudności fajnie było przeżyć tę przygodę razem. Ta współpraca niewątpliwie wpłynęła na kształt naszej dzisiejszej współpracy.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Nadal wydaje mi się, że w tym projekcie był potencjał, szkoda, że ze względu na zmianę strategii współpraca zakończyła się na etapie pierwszych prototypów.

In retrospect, could you say a few words about the identity project for Warszawa Centralna?

Aneta Lewandowska: I look back on the Warszawa Centralna project with a lot of sentiment, as it was our first large and serious project. It’s obvious that today, with more experience, we would do many things differently, but I think that despite the fact that 7 years have passed, the project still withstands the test of time. Even today, we have a slight regret that we didn’t get to implement all the designed identification elements. In hindsight, I can say that at the time it was disappointing, but ultimately it was a lesson in life. Today, it’s definitely easier for me to accept the fact that I don’t have influence on everything.

However, the greatest value for me that the project has brought is the deepening of our friendship. Despite bigger and smaller disputes and difficulties, it was nice to experience this adventure together. This cooperation has undoubtedly influenced the shape of our collaboration today.

Joasia Fidler-Wieruszewska: I still think there was a lot of potential in this project, and it’s a shame that due to the change of management’s strategy our cooperation with Warszawa Centralna ended at the stage of first prototypes.

Warszawa Centralna (Warsaw Central Station)
Aneta Lewandowska i Joasia Fidler-Wieruszewska

W jaki sposób uciekacie, łapiecie oddech od projektowania? Co jest Waszym wentylem?

Aneta Lewandowska: Jeszcze kilka lat temu odpowiedziałabym, że sport. Jeździłam sporo na rowerze, aby odreagować różne stresy. Jedną z fajniejszych wypraw rowerowych było pokonanie trasy Berlin-Kopenhaga. Bardzo miło wspominam ten trip, mimo, że przygotowania do tej trasy zaczęły się i skończyły jedynie na zabraniu zapasowej dętki.

Paradoksalnie podczas jazdy na rowerze bardzo często przychodziły mi do głowy rozwiązania wielu problemów projektowych, także było to łączenie przyjemne z pożytecznym :). Moim aktualnym wentylem jest projekt działka, od półtora roku niemal każdy letni weekend spędzam na “robotach ziemnych”. Także nie do końca jest to miłe chillowanie na hamaku, a raczej karczowanie, wycinanie, sadzenie, kopanie etc. Można się porządnie zmęczyć, a przy tym miło jest obserwować postępy prac w zupełnie innej przestrzeni niż ta cyfrowa.

Drugą bardzo ważną odskocznią dla mnie są podróże, uwielbiam wyjeżdżać i zwiedzać kolejne nowe kraje. Wyjazdy są dość intensywne, nigdy nie stacjonuje w jednej lokalizacji więcej niż 1-3 dni, co dla niektórych bywa męczące. Podczas podróży zawsze stawiam na przyrodę i fajne widoczki do których dotarcie nie zawsze bywa proste.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Chciałabym mieć bardziej ambitną odpowiedź na to pytanie, ale przez ostatnie kilka lat, które były dla mnie bardzo intensywne, moją główną ucieczką był Netflix. Ewentualnie, jak mam trochę więcej siły, to robienie zdjęć dla własnej przyjemności albo ilustracja, ale też dla samej siebie. Bardzo pomaga mi też całkowite odcięcie od pracy na co najmniej tydzień, ale na taki luksus mogę sobie pozwolić maksymalnie dwa razy w roku.

How do you escape, catch a breath from design? What is your vent?

Aneta Lewandowska: Until a few years ago I would have said sports. I used to cycle a lot to relieve stress. One of the most enjoyable cycling trips was between Berlin and Copenhagen. I have very fond memories of that trip, even though the preparations for it started and ended only with taking a spare inner tube for my bike.

Paradoxically, while cycling I often came up with solutions to many design problems, so it was a combination of the fun and useful 🙂 My current escape is working on a small plot of land I bought about a year and a half ago. I’ve spent almost every summer weekend getting my hands dirty in the garden. It’s not exactly a nice chill in a hammock, but rather trimming, cutting, planting, digging etc. You can get really tired, and at the same time it’s nice to watch the progress of work in a completely different space than the digital one.

Another very important distraction for me is traveling. I love to go out and visit new countries. The trips are quite intense, I never stay in one location for more than 1-3 days, which can be tiring for some. When I travel I always focus on nature and cool sights that are not always easy to get to.

Joasia Fidler-Wieruszewska: I wish I had a more ambitious answer to this question, but if I’m being honest, for the past few years (which have been quite intense work-wise), my main escape has been Netflix. Alternatively, when I have more free time and energy, I like taking photos as a hobby or working on personal illustrations. I also find it very helpful to completely cut myself off from work for at least a week, but I can only afford this luxury once or twice a year.

Istnieje takie przeświadczenie (chyba!), że najlepiej pracuje się dla kultury. Czy to jest również Wasze doświadczenie?

Aneta Lewandowska: Praca dla kultury rzeczywiście w środowisku projektantów jawiła się od zawsze jako “spełnienie marzeń”, pewnie głównie ze względu na specyficzną grupę odbiorców, przez co projekt nie koniecznie musi trafiać w mainstream, oraz inną perspektywę / świadomość zleceniodawcy. Jednak ja podobnie jak Joasia mam doświadczenia zawodowe zarówno w pracy komercyjnej jak i dla instytucji kultury. Dla mnie każde zlecenie niezależnie czy jest ono komercyjne czy dla kultury to kolejne wyzwanie, łamigłówka projektowa i dreszczyk ekscytacji. Fajnie jeśli uda się z niego wynieść jakąś naukę, postęp i wnioski na przyszłość.

J: Ja chyba nigdy nie pracowałam dla typowej instytucji kultury, ale też słyszałam takie plotki i długo było to moim marzeniem. Moje doświadczenie jest dużo bardziej komercyjne, na początku byłam bardzo sfrustrowana i zawiedziona tym stanem rzeczy, ale po latach zaczynam dostrzegać plusy sytuacji. No i każdy projekt czegoś nas uczy, więc może nie warto tak wartościować klientów. Poza tym, ostatnimi czasy najlepiej pracuje mi się dla samej siebie, może kiedyś uda mi się znaleźć sposób na zarabianie głównie w ten sposób.

Akademia Muzyczna Im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie. Co w tym projekcie sprawiło Wam najwięcej kłopotu? 

Aneta Lewandowska: Znalezienie balansu pomiędzy naszą wizją identyfikacji, a dość zachowawczym (przynajmniej początkowo) podejściem Akademii. Jest to oczywiście nasza perspektywa, ponieważ dochodziły nas słuchy, że wybór Akademii jest postrzegany jako odważny i ciężko jest się z tym nie zgodzić. Na tle polskich uczelni zarówno prywatnych, jak i państwowych nie ma zbyt wielu ciekawych i odważnych rozwiązań identyfikacji wizualnych, dlatego teraz patrząc na całość z perspektywy ponad półrocznej współpracy finalny efekt cieszy.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Przez moment miałyśmy wrażenie, że współpraca na odległość: Kraków, Warszawa, Berlin, może być dla Akademii problematyczna. Zdecydowanie łatwiej rozmawia się podczas spotkań na żywo, jednak mimo wszystko udało nam się wypracować jakiś system komunikacji i zamknąć projekt pomimo pandemii. Być może pomogło nam nasze wcześniejsze doświadczenie w pracy zdalnej.

There is a belief (I think!) that the ultimate goal is to work for cultural institutions. Is this also your experience?

Aneta Lewandowska: Working for the cultural sector has always seemed like a ‘dream come true’ for designers, mainly because of the specific audience. The project doesn’t necessarily have to satisfy the mainstream, and clients also tend to appreciate design a bit more. However, like Joasia, I have professional experience in both commercial work and work for cultural institutions. For me, every commission, regardless of whether it’s commercial or cultural, is another challenge, a design puzzle and a thrill of excitement. It’s nice if you can learn something from it, make progress and draw conclusions for the future.

Joasia Fidler-Wieruszewska: I think I never worked for a typical cultural institution, but I’ve also heard such rumors and it’s long been a dream of mine. My experience is much more commercial, and at the beginning of my career I was quite frustrated and disappointed with it. But now I see many upsides to the situation. Every project teaches you something and I treat all collaborations equally. Besides, lately, I’ve been enjoying working on personal projects the most. I hope to one day make it a more significant part of my job.

Krzysztof Penderecki Academy of Music in Cracow. What was the most difficult for you in this project?

Aneta Lewandowska: Finding the balance between our vision and the rather conservative (at least initially) approach of the Academy. Of course, this is only our perspective, because we’ve heard that the choice of the Academy is seen as progressive, and it’s hard not to agree with that. Against the background of Polish universities, both private and public, there aren’t many bold solutions for visual identification, so now, looking at the whole thing from the perspective of over six months of cooperation, the final outcome is satisfying.

Joasia Fidler-Wieruszewska: At the beginning we were worried that working remotely between Krakow, Warsaw and Berlin might be problematic for such a traditional institution. It’s definitely easier to talk during meetings face to face, but we managed to work out a system of communication and complete the project despite the pandemic. Perhaps our previous experience in remote working helped.

AMKP
Aneta Lewandowska i Joasia Fidler-Wieruszewska

Projekt a wdrożenie, możecie się podzielić jakimiś doświadczeniami z poprzednich realizacji? Jaka jest rola projektantki/projektanta po zakończeniu etapu projektowego? Czy jest w ogóle miejsce na taką pracę – nadzór?

J: Z naszego doświadczenia wynika, że wdrożenie jest kluczowym momentem. Problemem czasami okazuje się budżet, który pomimo wcześniejszych deklaracji, jest mniejszy niż zakładano i klient decyduje się na rozwiązania tańsze lub w ogóle rezygnuje z części projektu.

Rola projektantek i projektantów może być różna na tym etapie, według mnie wszystko zależy od zakresu umowy i potrzeb klienta. Oczywiście najlepsza dla projektów jest ścisła współpraca do samego końca, a nawet po zakończeniu współpracy – jeśli klient jest otwarty np. na audyt.

Aneta Lewandowska: O wdrożeniu staramy się myśleć na każdym etapie procesu projektowego, ponieważ wiele aspektów produkcyjnych wpływa lub może wpłynąć na finalny kształt projektu, a nie zawsze wszystko jest zawarte w briefie. Staramy się również wspierać klientów / zleceniodawców nawet jeśli jest to poza zakresem umowy. Zdecydowanie zwiększa to szanse na zadowalający efekt finalny prac dla obu stron. Taki pełny wymiar współpracy daje satysfakcję, jak również zwiększa potencjał na dalszą przyszłą współpracę.

Design vs implementation, can you share any experiences from previous projects? What is the role of the designer after the design stage? Is there any place at all for such work / supervision?

Joasia Fidler-Wieruszewska: In our experience, moving from idea to execution can be a key moment. Sometimes the production budget can be a bit of an issue and the client might decide to cut back.

Obviously, the role of designers can vary at this stage, in my opinion it all depends on the scope of the contract and the client’s needs. The best thing for projects is close cooperation until the very end, and even afterwards – if the client is open to an audit, for example.

Aneta Lewandowska: We try to think about implementation at every stage of the project process, because many production aspects influence or can influence the final shape of the project, and not everything is always included in the brief. We also try to support clients / customers even if it is outside the scope of the contract. This definitely increases the chances of a satisfactory final result for both parties. Such a full dimension of cooperation gives satisfaction as well as increases the potential for further future cooperation.

Pamiętacie jakiś projekt, powiedzmy z tego roku, który zrobił na Was wrażenie?

Aneta Lewandowska: Ja niestety mam problem z wyborem „rzeczy naj”, dotyczy to właściwie każdej dziedziny życia. Jest taki ogrom wspaniałych projektów ze ciężko jest wskazać jeden konkretny. Jednak z pewnością ogromne wrażenie zrobił (i robi nadal) na mnie projekt książki „Quarks, Elephants & Pierogi: Poland in 100 Words”. Autorką ilustracji i oprawy graficznej jest Magda Burdzyńska. Dla mnie jest to projekt totalny, przemyślany jest w nim każdy detal. Oprócz książki powstały zarówno wspaniałe gadżety promocyjne, jak również scenografia, która tworzy niesamowity klimat i dopełnia cały projekt. Jest to spektakularna realizacja, która wymagała odwagi nie tylko projektanta, ale też wielkiej otwartości zleceniodawcy. Oby było coraz więcej tego typu wydarzeń na polskim rynku projektowym.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Najbardziej lubię projekty, które dają do myślenia, ale regularnie zachwycam się też po prostu “ładnymi” rozwiązaniami wizualnymi. Z tej pierwszej grupy, to chociażby projekt Ady Zielińskiej i Patryka Hardzieja dla Gdynia Design Days, ponieważ interesują mnie działania naszej branży w celu zmniejszenia negatywnego wpływu na środowisko. Z ładnych rzeczy, dla przeciwwagi: Le Puzz Puzzles studia Little Troop z Australii, gdyż jest to branding bardzo lekki, zabawny, a przy tym nieoczywisty i trochę inny niż to, co widzimy na rodzimej scenie projektowej.

Do you remember any project, say from this year, that made an impression on you?

Aneta Lewandowska: Unfortunately, I have a problem with choosing the “best thing”, and this applies to almost every area of life. There are so many great projects that it’s hard to pick just one. However, the book “Quarks, Elephants & Pierogi: Poland in 100 Words” stands out. The author of the illustrations and graphic design is Magda Burdzyńska. For me, it is a total project, every detail has been thought through. In addition to the book, wonderful promotional gadgets were created, as well as the scenography, which creates an amazing atmosphere and completes the entire publication. This is a spectacular project, which required courage, not only on the part of the designer, but also great openness on the part of the client. I wish there were more such events on the Polish design scene.

Joasia Fidler-Wieruszewska: What I love the most are projects which give food for thought, but I am also regularly impressed by simply beautiful visual solutions. To give examples, the project by Ada Zielińska and Patryk Hardziej for Gdynia Design Days comes to mind, because I am interested in the activities of our industry that reduce the negative impact on the environment. As a counterbalance, Le Puzz puzzles by Little Troop from Australia – a branding that is very playful, fun, and at the same time not too obvious and maybe even a bit different from what we see on our local design scene.

AMKP
Aneta Lewandowska i Joasia Fidler-Wieruszewska

Czy możecie dać jakieś porady dla młodych projektantów, poszukujących swojego kierunku, swojego języka w projektowaniu komunikacji wizualnej? Jak oglądać projekty w internecie, żeby korzystać z tego a nie zrobić sobie krzywdy?

Joasia Fidler-Wieruszewska: Ach, własny język… Potrzeba znalezienia “własnego stylu” do tej pory potrafi mi spędzać sen z powiek, a w czasach studiów i zaraz po wręcz paraliżowała mnie przed działaniem. Także moja rada jest taka, żeby nie myśleć o własnym stylu, czy się go ma czy nie, tylko robić. Robić dużo, eksperymentować, nie bać się zmieniać technik, narzędzi, tematów, nie słuchać profesorów ani ludzi dających dobre rady 😉 Mogę mówić tylko o swoim doświadczeniu i z zastrzeżeniem, że nadal jestem osobą “poszukującą” – czasem to technika potrafi dać odpowiedź, a czasem podejście konceptualne do tematu determinuje styl. A czasem jest to wszystko kwestią przypadku albo jakichś predyspozycji. Co najważniejsze – pozwólmy sobie na niekonsekwencję i błędy, szczególnie na początku.

Ja lubię też, kiedy rozwiązanie projektowe / styl jest jakoś adekwatny do tematu, wynika z niego lub wchodzi w jakąś polemikę z danym zagadnieniem. Jeśli coś ma sens na poziomie idei, to wtedy łatwiej uniknąć niepotrzebnego kopiowania cudzych rozwiązań czy powierzchownego powielania trendów. Chociaż oczywiście jako projektanci musimy wiedzieć co się dzieje i być mniej więcej na bieżąco, bo nasza praca się łatwo dezaktualizuje.

Aneta Lewandowska: Czy oglądać projekty w internecie czy nie, to na pewno kwestia indywidualnych preferencji. Warto słuchać siebie i nie ulegać presji otoczenia. Portale typu instagram / behance są super, ale potrafią też przytłoczyć. Każdy ma indywidualny sposób pracy i w całym procesie oraz rozwoju bardzo ważne jest, aby nie zagłuszać swojej intuicji. Należy pamiętać, że nie ma jednego słusznego rozwiązania konkretnego problemu projektowego. Tylu, ilu projektantów, tyle rozwiązań.

Can you give some advice for young designers looking for their direction, their language in visual communication design? How to look at designs on the internet to benefit from it and not hurt themselves?

Joasia Fidler-Wieruszewska: The need to find “my own style” can still keep me up at night, and during my studies and right after I graduated it almost paralysed me from doing anything. So my advice is to not think about your own style, whether you have it or not, but to just try things out. Do a lot, experiment, don’t be afraid to change techniques, tools, subjects, don’t listen to your teachers or other people giving you advice 😉 I can only talk from my own experience and with the reservation that I’m still “searching” – sometimes it’s the technique that can give you the answer, other times it’s the conceptual approach to a subject that determines the style. And sometimes it’s a matter of chance or some kind of predisposition. Most importantly, allow for inconsistency and mistakes, especially at the beginning.

I also like it when the design solution or style is somehow relevant to the topic, results from it or, on the contrary, starts a discussion with the subject. If something makes sense on the conceptual level, then it is easier to avoid unnecessary copying of other people’s solutions or superficial duplication of trends. But of course, as designers, we need to know what is going on and be up to date, because our work can get easily outdated.

Aneta Lewandowska: Whether or not to watch design on the internet is definitely a matter of individual preference. It’s worth listening to yourself and not succumbing to the pressure of the environment. Portals like Instagram and Behance are great, but they can also overwhelm. Everyone has an individual way of working and in the whole process and development it is very important not to drown out your intuition. It’s important to remember that there is no one right solution to a particular design problem. As many designers, as many solutions.

Czy projektowanie graficzne edukuje? Czy to utopia?

Aneta Lewandowska: Według mnie zdecydowanie tak. Uważam, że działa po cichu i często podskórnie. To czym nasiąkamy wizualnie ma ogromny wpływ nie tylko na nasze postrzeganie świata, ale też na codzienne funkcjonowanie. Pobudza naszą wyobraźnię, determinuje nasze wybory i to czym się otaczamy. Ciężko jest oczywiście jednoznacznie ocenić impakt jaki niesie ze sobą projektowanie, bo z pewnością zależy to od wielu czynników chociażby takich jak wrażliwość.

Zmieniając nieco punkt widzenia z odbiorcy na twórcę, projektowanie graficzne nieustannie edukuje. Aby zaprojektować jakikolwiek obiekt, czy to będzie pełna identyfikacja wizualna, czy tylko seria postów do social mediów, projektant musi pogłębić lub też poznać zupełnie od podstaw konkretny temat. Edukacja jest niewątpliwie wpisana w ten zawód i prawdopodobnie jest to jeden z czynników, który czyni go tak atrakcyjnym.

Joasia Fidler-Wieruszewska: Chciałabym myśleć, że tak, chociaż to zależy o czyją edukację pytasz. Tak jak wspomniała Aneta, odpowiadając pragmatycznie – projektowanie na pewno edukuje projektantów, ponieważ często trzeba się stać specjalistą, lub chociaż osobą dobrze zorientowaną w dziedzinie, dla której się projektuje. I to jest w tej pracy najbardziej fascynujące, ta możliwość poszerzenia własnych horyzontów. Myślę też, że projektowanie ma potencjał edukacyjny, jeśli chodzi o podejmowanie ważnych społecznie czy politycznie tematów. Może sprawiać, że pewne skomplikowane kwestie stają się czytelniejsze dla odbiorcy. A w przypadku takiej ogólnej edukacji plastycznej… Na pewno przyzwyczaja oko do harmonii, jakiegoś wizualnego porządku lub chociaż hierarchii informacji. I być może potem człowiek podświadomie tej harmonii szuka w innych sferach życia, przynajmniej tych związanych z estetyką, kwestiami wizualnymi. Ale nie wiem co jest skutkiem, a co przyczyną, to znaczy czy trzeba mieć konkretne predyspozycje lub odpowiednio wyrobioną percepcję, żeby doceniać projektowanie (lub ogólnie – sztukę), czy to dzięki obcowaniu z dobrymi projektami niejako samoistnie kształtuje się w nas jakaś ogólna wrażliwość. Jakby nie było, ja chciałabym, żeby projektowanie, nawet w swoim skromnym zakresie, było narzędziem zmiany świata na lepszy, a edukacja może być dobrym początkiem.

Dwa ostatnie pytania, kolekcjonujecie coś?

Joasia Fidler-Wieruszewska: Ja kolekcjonuję książki. Ostatnio głównie kupuję i nie czytam, także ten czasownik jest jak najbardziej odpowiedni.

Aneta Lewandowska: Podobnie jak Joasia kolekcjonuję książki. Prawdopodobnie to pokłosie ukończenia pracowni projektowanie książki. Ciężko nie przesiąknąć miłością do książek przy takich wykładowcach jak prof. M. Buszewicz i Grażka Lange. Książka jako obiekt totalny, zawsze robi na mnie wrażenie i myślę, że to się nie zmieni.

Co najchętniej jecie zimą?

Joasia Fidler-Wieruszewska: Zimą (i w sumie o każdej porze roku) najchętniej jem ramen. Na razie najlepszy to ten z Vegan Ramen Shop w Warszawie, ale ciągle szukam jego odpowiednika w Berlinie albo w momentach desperacji gotuję z Jadłonomią.

Aneta Lewandowska: Wszystko co ciepłe 🙂 nie mam ulubionego zimowego dania. Bardzo lubię gotować jeśli tylko pozwala mi na to czas. Polecam wędzone leniwe z palonym masłem szałwiowym, do tego szarpana mozzarella / burrata garść prażonych orzechów np. pekan albo laskowych i gotowe 🙂 Dość często zdarza mi się przyrządzać to danie z różnymi dodatkami, można dorzucić pomidorki czy pieczoną dynię, dodatki to już kwestia naszej wyobraźni.

Does graphic design educate? Or is it a utopia?

Aneta Lewandowska: In my opinion it definitely does. I think it works quietly and often subconsciously. What we absorb visually has a huge impact not only on our perception of the world, but also on our everyday functioning. It stimulates our imagination, determines our choices and what we surround ourselves with. Of course, it is difficult to clearly assess the impact of design, because it certainly depends on many factors, such as sensitivity.

Changing the point of view from a recipient to a creator, graphic design constantly educates. In order to design any object, be it a full visual identity or just a series of posts for social media, a designer needs to deepen or learn about a particular topic from scratch. Education is undoubtedly inherent in this profession and is probably one of the factors that makes it so attractive.

Joasia Fidler-Wieruszewska: I would like to think so, although it depends on whose education you are asking about. As Aneta mentioned, answering pragmatically – design certainly educates designers because you often have to become a specialist, or at least someone well versed in the field you are designing for. And that is the most fascinating thing about this job, the possibility to broaden your own horizons. I also think that design has an educational potential when it comes to tackling socially or politically important issues. It can make certain complicated issues clearer for the viewer. And in the case of general art education… It can certainly accustom the eye to harmony, visual order, or hierarchy of information. And perhaps later, one subconsciously looks for this harmony in other aspects of life, at least those connected with aesthetics, visual aspects. But I don’t know what is the effect and what is the cause, i.e. whether one needs to have specific predispositions or a well-developed perception to appreciate design (or art in general), or whether it is thanks to being surrounded by good projects that we somehow develop a general sensitivity. After all, I would like design, even in its modest scope, to be a tool for changing the world for the better, and design education can be a good start.

Two final questions, do you collect anything?

Joasia Fidler-Wieruszewska: I collect books. Literally – lately I mainly buy and don’t read, so this verb is very appropriate.

Aneta Lewandowska: Like Joasia, I collect books. Probably this is the aftermath of graduating from a book design studio. It’s hard not to be saturated with love for books when you have such professors as Maciej Buszewicz and Grażka Lange. A book as a total object always makes an impression on me and I think that this will not change.

What are your favorite things to eat in winter?

Joasia Fidler-Wieruszewska: In winter (and pretty much at any time of the year) I most like to eat ramen. So far the best is the one from Vegan Ramen Shop in Warsaw, but I am still looking for its equivalent in Berlin or in moments of desperation I cook from Jadłonomia’s recipes.

Aneta Lewandowska: Anything warm 🙂 I don’t have a favourite winter dish. I really like to cook if time allows me. I recommend smoked pierogi leniwe with roasted sage butter, pulled mozzarella / burrata with a handful of roasted nuts, e.g. pecans or hazelnuts, and you’re done 🙂 Quite often I make this dish with different ingredients, you can add tomatoes or roasted pumpkin, it’s all a matter of your imagination.

Aneta Lewandowska on Behance
Joasia Fidler-Wieruszewska on Behance

Header set in Fason typeface 🙂